Najważniejsze sesje w moim życiu.
Wpis powstał w ramach 3 Karnawału Blogowego.
Wspominam z różnych powodów 3 sesje:
- „Pierwszą sesję” w moim życiu.
- The Real Wampir Maskarada
- Beast Hunter z Final Fantasy hack
Sesja pierwsza a tak naprawdę druga
W drugiej klasie gimnazjum, mój kumpel kilka dni przed jego urodzinami powiedział, że będą jego znajomi z klasy i zagramy w grę RPG. Poprowadził mi najpierw 20-30 minutową sesję, tak, abym orientował się co nieco w arkanach gry.
Nie zaczęło się ciekawie. Kiedy sprzedałem podczas pierwszej sesji ckm za 100$, Bartek (czyli ten od urodziny) opowiedział to reszcie, która to wyśmiała (ckm kosztował jakieś 1000$). Ok., to traumatyczne przeżycie odbiło się na mojej i tak już zrytej psyche.
Sesję dokładnie opisałem w apeku na moim innym (już nieczynnym) blogu, tak więc skrótowo powiem:
Wszystko co robili Ci ludzie z pełną powagą było zajebiście śmieszne. Dla mnie, nie dla nich. MG z pełną powagą dopisywał na swojej karcie kolejne minusy, kiedy wybuchałem śmiechem (serio, roftl pełną gębą na podłodze), potem już mu się nie chciało.
Było tak zabawnie, że chciałem grać z nimi dalej, jednak odmówili mi.
Czasem staje się bardzo uparty i zdeterminowany. Po społecznym odrzuceniu, postanowiłem, że będę lepszym graczem.
I tak wgłębiłem się w internetowe czeluści i mimy (archiwalne). Swoją drogą. Przeczytałem archiwa Poltera w dziale ogólne do 2005 roku. Nawet nie wiecie, jak często powtarzają się kłotnie o to samo.
The Real Wampir Maskarada
Generalnie, sesje w których brałem udział i prowadziłem w tym systemie były naprawdę świetne. Drużyna składająca się z wilkołaka, wampirów, i pół maga dawała radę. Zwłaszcza wykonując misję przed i po zbombardowaniem Gliwic przez Jeden z klanów wampirzych latających na wielkich nietoperzach.
Fajnie było.
Potem coś mi odbiło, i chciałem grać mimowo. To był zły okres w moim życiu, gdzie przez ponad roczny okres grania wypróbowywałem rady z mima, po to, aby je potem z radością wypierdzielić do kosza.
Postanowiłem poprowadzić wampira tak bardzo realnie i konsekwentnie jak tylko potrafiłem. Po drugiej sesji miałem dosyć. Przygotowywałem się przez dwa tygodnie do tej kampanii, czytałem o policji, przestępczości i innych chujach. Poprosiłem graczy o przeczytanie chociaż Arta na wikipedii. Na drugiej sesji gracz zdziwił się, że Hollywood jest w Los Angeles. Wzięła mnie straszliwa kurwica, której powodem była narastająca frustracja, spowodowana brakiem zaangażowania graczy w grę. Kampania miała być przerwą od długiego już okresu grania w Deadlands; okazało się jednak, że nic z tego. Dla większości graczy, rpg była tylko rozrywką jak powiedzmy gry planszowe. Ot, chcieli prostych rzeczy podczas gry. Jeden gracz owszem. Był mocno zaangażowany, jednak nie przyjmował za dobrze nowinek rpgowych i coraz częściej wspominał mi, że chce zagrać w „Stare Dobre KaCety”.
Ta gra była pewną granicą dla mnie. Ja miałem się przygotowywać, a reszta przychodziła na gotowe? Kiedy chciałem zagrać w bardziej mi pasujące rzeczy, miałem problem, bo Stary Kamień nie chciał.
I przestałem z nimi grać.
Beast Hunters Final Fantasy hack.
Ta gra to uhonorowanie mojego etapu internetowego. Przez ponad rok, grałem w Skype teamie wraz z niesławnym Ariochem (nawet dostałem ksywę Zbrojne Ramię Ariocha, która po części była prawdziwa).
To czas beztroskich flejmów, świetnego grania w dobrym towarzystwie. Obecnie nie mam szczęścia z nimi grać, ale powiedzmy, że to z mojej winy i oczerniać ich nie będę.
Tak więc wracając do sesji a raczej kampanii mojego życia. Składała się ona bodajże z 8 sesji i zaczęła się przed sylwestrem 2008/2009, kiedy to Arioich wyliczył, że została mu tylko jedna sesja do zaliczenia 100 w 2008 roku. Tak więc w szalonym zrywie siedliśmy do gry w system, który już wcześniej rozważaliśmy.
Setting ustawiliśmy pod obu nam bardzo znany jrpg pt „Final Fantasy”.
To co działo się podczas tej kampanii przerosło moje oczekiwania co do tego, jak może wyglądać gra. Było zajebiście.
Wyobraźcie sobie dwóch nerdów grających w bardzo dobrze działającą grę przerzucających się motywami z wszystkich części Final fantasy. Opisywanie „Zoe schyla się po leżącą na straganie maskotkę Caktuara. Animacja jak Aeris” i podobne, przebiły wszystkie moje dotychczasowe sesje. Fabuła, postacie, wyskakujące kwadratowe dymki, żarciki, to wszystko jest nie do opisania.
Czułem, jakbym grał w nieistniejącą cześć wspaniałej serii gier, jednocześnie ją współtworząc i między czasie rzucać żarciki o niej.
Ostatnia sesja nie tylko była na takim samym poziomie co poprzednie, ale i przerosła go. Walka z finałowym bossem była kurwa wielka. Używam przekleństwa, abyście zrozumieli ogrom zajebistości, opisów, tempa akcji, skali walki. Tak, użyliśmy do walki 22 airshipów, 22 Weaponów Ziemii i mutującego robota, asymilującego nawet księżyc. Motor jeżdzący po gigantach i odbijający rakiety, dziennikarka rezygnująca z nagrody Pulitzera. Ataki używające drgań gigantów ziemi do zniszczenia płyty tektonicznej wywołując tym samym wybuch wulkanów…
Fajnie było.
Wielkie dzięki Darken. Kurde, doskonale rozumiem frustrację, gdy człek się przygotowuje do sesji, a reszta leje na to.
To nawet nie ignorowanie mojej pracy, tylko przyzwyczajenie, że MG zrobi przygotowanie a Gracz tylko przychodzi na sesję.
[...] 15. Darkena wspominki o trzech sesjach – czy pseudorealizm zabija przyjemność z gry? [...]
napisany przez smartfox 178 dni temu Poparcie: 3 |
Pytanie, ile osób potem jest skłonnych dyskutować z tobą jeśli usuwasz komentarze? Od czasu dwu czy kilku rozmów z Darkenem na LI w dyskusje z nim nie wchodzę. Żal nerwów, śledziony i opuszek palców nerwowo walących w klawiaturę. Zasadniczo klasyczny przypadek człowieka: “Muszę odpowiedzieć, bo ktoś w Internecie nie ma racji”.
Takie życie.
napisany przez smartfox 70 dni temu Poparcie: 3 |
Nie lubię jak ktoś najpierw komuś przykopie, a potem chowa głowę w piasek i w ten czy inny sposób asekuruje się.
Och mam fana, jak miło
. Rozumiem, że powinienem w ramach zemsty czy jakiejś niechęci obrazić się na Darkena, bo wziął udział w akcji, nad którą mam patronat (w tym odcinku)? Takie życie, że zacytuję przedpiścę
.
napisany przez smartfox 70 dni temu Poparcie: 3 |
Nie lubię jak ktoś najpierw komuś przykopie, a potem chowa głowę w piasek i w ten czy inny sposób asekuruje się.
Czemu już nie jestem na LI? Bo przestało mi się tam podobać, choćby dlatego, że nie mam już ochoty grać w pbfy. Nie sądzę, że chowam głowę w piasek, zwłaszcza, że łatwo znaleźć moje dane w internecie. Ba, nawet na tym blogu.
Jeżeli ktoś czuje się poszkodowany, może mnie łatwo zignorować. W końcu przestałem już pisać na przeróżnych forach. Druga forma, to oskarżenie mnie w sądzie o chamstwo albo oczernianie. Jestem odpowiedzialnym za swoje czyny.
Przychodzisz na mój blog i próbujesz wywołać u mnie co? Poczucie winy? Żałuje sporej ilości napisanej rzeczy na forach.
Z drugiej strony nie latam po internecie i nie mówię kto mnie wkurza i za co.
Kitsune aka Smartfox chyba to rozumie. Można być ciętym na kogoś, ale takie właśnie jest życie, że jakoś się z tym godzisz i idziesz dalej. Bo raczej nie o to chodzi, by za jakąś idiotyczną kłótnie ciągnąć wieloletnie wojenki.
napisany przez smartfox 178 dni temu Poparcie: 3 |
Pytanie, ile osób potem jest skłonnych dyskutować z tobą jeśli usuwasz komentarze? Od czasu dwu czy kilku rozmów z Darkenem na LI w dyskusje z nim nie wchodzę. Żal nerwów, śledziony i opuszek palców nerwowo walących w klawiaturę. Zasadniczo klasyczny przypadek człowieka: “Muszę odpowiedzieć, bo ktoś w Internecie nie ma racji”.
Hmm powiem raz, bo obawiam się, ze zaraz kolejny flejm wyniknie, a tych mam dość ostatnio. Kiedy coś mi się bardzo nie podoba (ale naprawdę bardzo), to piszę wprost, tak jak w przypadku Darkena właśnie. Jeśli natomiast jest coś sensownego, staram się to docenić. A w tym przypadku Darken coś fajnego napisał.
I tyle.
Takie życie.
[...] 15. Darkena wspominki o trzech sesjach – czy pseudorealizm zabija przyjemność z gry? [...]
napisany przez smartfox 70 dni temu Poparcie: 3 |
Nie lubię jak ktoś najpierw komuś przykopie, a potem chowa głowę w piasek i w ten czy inny sposób asekuruje się.
Mogę zmienić coś w sobie, jeśli mnie kocha, ale odrzucam fakt metamorfozy dla pozyskania czyjejś miłości…
napisany przez smartfox 178 dni temu Poparcie: 3 |
Pytanie, ile osób potem jest skłonnych dyskutować z tobą jeśli usuwasz komentarze? Od czasu dwu czy kilku rozmów z Darkenem na LI w dyskusje z nim nie wchodzę. Żal nerwów, śledziony i opuszek palców nerwowo walących w klawiaturę. Zasadniczo klasyczny przypadek człowieka: “Muszę odpowiedzieć, bo ktoś w Internecie nie ma racji”.
Dając światu najlepsze co posiadasz otrzymujesz ciosy – dawaj światu najlepsze co posiadasz, mimo wszystko.
Matka Teresa z Kalkuty
To, że nie używam przekleństw i staram się być grzeczny, nie oznacza, że moja natura rewolucjonisty poszła spać.
In the end, you’re measured not by how much you undertake but by what you finally accomplish.
Donal Trump
Kulturalnemu człowiekowi przystoi bardziej ironia niż błazeństwo. Ironizujący żartuje dla własnej przyjemności, błazen dla cudzej.
– Arystoteles
Masz, bierz się, kuj po tej linii jak powiedział Sofronow.